patchwork 

 napisane jako list dla Joli, dedykowane Basi Gajewskiej i poetom których nazwiska pogubiłam



a tak zwyczajnie teraz lampka na biurku czas się toczy zamknięto drzwi zgaszono latarnie kroki rozpłynęły się w hałasie tamtego tłumu ustało pukanie pozostało czekać na odnalezienie choć ja cię nigdy nie zgubiłam nie mówię o wybaczaniu ono było na początku jak słowo ale i słów zabrakło na milczenie powiało chłodem powinny pachnieć przekrojone jabłka bo to jesień nie było zapachu jabłek ani żalu w kawie z alkoholem czas odejścia przyczołgał się potulnie ugłaskany uwiądem nadziei co matką głupich za dużo chciałam od sierpniowego dnia niczego nie dałam tym którzy niczego nie chcieli a dziś chcę obmyć ciemność czekaniem pozapalać świece i przeprosić tych którzy stali się tu natchnieniem braku dziecięce sny nie pomogły tylko mnie już wśród tych nocy nie ma miną blizny uleczą je obcy a wszystko snem motylim zostanie łapaniem świerszczy umierającym na zapalenie śmiechem więc wracam powoli do siebie ściany cierpliwie będą czekać na cień przyjaźni w kominie drzemią obce echa uwięzionych dawnych rozmów już nie mam sił rozdawać siebie nie potrafię przy stole jak ona zabawiać śmiechem od ucha do ucha nie chcę odchodzić i już zawsze płakać zabrakło ludzi od wycierania łez — 

sprzedałam kolorowe sukienki czerni nie włożę więc siedzę zapłakana w kącie pokoju w brązowej podkoszulce z guzikiem w kształcie pszczoły




2004



















Wittgenstein w notce do wydawcy pisze: "moja praca składa się z dwu części: z tego, co w niej napisałem, oraz z wszystkiego, czego nie napisałem. I właśnie ta druga część jest ważna".
 
 
Copyright 2008-2017 © tu pracuję wizualnie
Blogger Theme by BloggerThemes Design by Diovo.com